Archiwum roku 2015

jezyk obcyRozmawiaj z ludźmi w innych krajach szybciej nauczysz się języka – tam mi zawsze mówili. Być może prawda, ale jeżeli nie zna się podstaw danego języka to można się nieźle oszukać. Tak właśnie było jak wybrałam się do Finlandii. Język fiński nie jest moim zdaniem dość łatwy, ale postarałam się nauczyć kilku słów. Wydawało mi się, że wymawiam je dobrze i nie mam z nimi problemu. Jednak moje rozmowy coś mi nie wychodziły. Byłam zdziwiona dlaczego ludzie nie mogą mnie zrozumieć, albo patrzą na mnie prawie jak na kosmitę. Na szczęście w jednej z restauracji pan z którym chciałam zagadać znał nieco polski. Okazało się, że to co ja mówię to nie to co myślę. Słowa takie jak julkisivukasetit, sandwichelementit i uretaanielementti, których z takim zacięciem się uczyłam, to po prostu zwroty techniczne. Pan pokazał mi stronę http://fasmer.fi/, gdzie mogłam to sprawdzić. Sami zobaczcie jak nie wierzycie. Ale na szczęście ten pan pomógł mi zrozumieć, jak trzeba rozróżniać wyrazy z mowie i piśmie, żebym więcej nie popełniła takiego błędu, nauczył mnie też kilka podstawowych i przydatnych zwrotów.

Na razie jest 0 komentarzy - dołącz się do dyskusji i napisz swój »

mążDostałam właśnie takiego maila od pewnej studentki, która nie umie sobie poradzić z zaistniałą sytuacją…

Ostatnio nie mam czasu ani na imprezy ani dla znajomych. W ogóle na nic nie mam czasu. Ciągle tylko uczelnia-praca, uczelnia-adwokat. I po co ja głupia, wyszłam za niego za mąż 🙁 Nie dość że mnie zdradzał, grzybem zaraził, to jeszcze próbuje mnie z rzekomego dorobku oskubać, jakbym naprawdę miliony miała. Dziewczyny, uważajcie z kim się wiążecie! Mój na początku sprawiał wrażenie kulturalnego, szarmanckiego i obytego faceta, a potem wyszło szydło z worka. Taka szuja z niego. Jak mnie poznał to nie miał nic. Trabantem jeździł. Po tatusiu rzecz jasna, bo jego nie było stać. Mój ojciec sam kupił mu dobry samochód, bo mówił, że Bartuś dobry chłopak i przy remoncie nam pomagał. Taa, dobry był przez jakiś czas. Potem zaczął pić pod sklepem z miejscową elitą, potem zaprzyjaźnił się z takimi karynami z sąsiedniej wsi, a na końcu znalazł sobie Agnieszkę… Już nie mogę na tego typa patrzeć. Jak ja go poznałam, to może jeszcze jakoś wyglądał, a teraz to już twarz przepita, papierosami prześmierdł, menel zupełny, a ta głupiutka dziewuszka w ogień by za nim skończyła. Ale dobrze. Ona go finansuje, kupuje mu biciczki, dżinsiczki, wszystko co tylko chce. Nawet obrońcę mu opłaca. ale haaa ja będę mieć lepszego. Jeżdżę do tej Gdyni, bez końca bulę za bilety na pociąg, ale trudno, co jak co, ale domu mi nie zabierze i tylko patrzeć jak tamta go na bruk wyrzuci! 

Gdyby nie moje doświadczenie zawodowe – nie uwierzyłabym, że takie historie mają miejsce. Że dziewczyna nie widzi – co bierze. Że nie zwraca uwagę na zachowanie faceta przed ślubem, przecież tak na prawdę – wszystko widać wcześniej… tylko właśnie te różowe okulary – które wszystko nam koloryzują.. Dziewczyny – po 1 – patrzcie uważnie na Waszych facetów – spróbujcie zdjąć te różowe okulary. A po 2 – jeśli już dojdzie do takiej sytuacji – uwolnijcie się z toksycznego związku. Weźcie dobrego adwokata. Ja mam dobre doświadczenia z panią Laskowską – kontakt do niej – http://laskowska.org.pl/uslugi/ i nie dajcie sobie dmuchać w kaszę! Bo to wasze życie i nikt inny za Was o siebie nie zawalczy!

Na razie jest 0 komentarzy - dołącz się do dyskusji i napisz swój »

szukac informacjiOstatnio zajrzał do nas sąsiad, co przyznam było dla mnie sporym zaskoczeniem. O ile owszem – dzień dobry na podwórku sobie mówimy, ale bliższych stosunków nie utrzymywaliśmy nigdy… Mąż powiedział, że pewnie ma jakiś problem, i szybko okazało się że miał rację. Uznał mojego męża za fachowca od spraw budowlanych, chyba dlatego że ciągle coś sam naprawia i widać go na naszym podwórku. Sąsiad potrzebował informacji na temat płyt warstwowych i blach trapezowych. Właśnie płyty warstwowe firma zaproponowała mu na planowany przez niego remont. A blachy trapezowe chciał wykorzystać na ogrodzenie. Najlepsze, że mój mąż mało co wiedział o tych materiałach, ale nie dał po sobie tego poznać. Dlatego też umówił się z sąsiadem na następny dzień i prawie całą noc przesiedział z nosem w komputerze. Wyszukał chyba wszystko co się da na temat płyt warstwowych, jak również o tym, że blacha na ogrodzenie to dobry materiał. A potem spotkał się z sąsiadem i siedzieli tez prawie całą noc wymieniając wiadomości. Dobrze że to nie nasz remont, bo chyba by wcale biedak nie spał… No ale – mamy teraz o wiele lepsze stosunki sąsiedzkie, co może się przydać – jak zabraknie mi soli:P

Na razie jest 0 komentarzy - dołącz się do dyskusji i napisz swój »

rodzinaKiedy zostajemy rodzicami – świat staje na głowie. I tak już stoi i stoi przez bardzo długi czas. Bo dzieci zmieniają całe życie i wpływają na wszystkie obszary – na naszą pracę, na nasze finanse, na nasze priorytety, na nasze podejście i w końcu – bardzo mocno – na nasz związek. Wiele par nie daje rady sprostać zadaniom rodzicielstwa – razem. Przede wszystkim zupełnie czego innego wymaga od ojca kobieta, a inne wyobrażenie o macierzyństwie ma ojciec.

Kiedyś podział był prosty. Kobieta zajmowała się domem i wychowaniem dzieci, facet zarabiał. Kiedy wracał do domu – czekał na niego ciepły obiad i żona, która uciszała dzieci – żeby nie przeszkadzały tatusiowi.

Dziś – ten model zmienił się bardzo mocno. Tatusiowie bardziej angażują się w życie rodziny, często przejmują opiekę nad dzieckiem po powrocie do domu po to, żeby mama mogła zrobić coś tylko dla siebie. I wszystko jest super – jeśli obie strony chcą tego samego…

Kobieta – 30 lat – dwójka małych dzieci – jedno lewie biega, drugie niemowlak. Ciąża po ciąży. Ona cały czas w domu, on cały czas w pracy, nawet w weekendy. Do tego się przeprowadzają. Ale on nie ma czasu na załatwianie spraw związanych z nowym domem. Wszystkim zajmowała się ona. I tak to trwało… Zorganizowała wszystko – nawet samochód transportowy – http://www.rwtrans.pl. Spakowała, rozpakowała, urządziła się. Ale w pewnym momencie tak bardzo się od siebie oddalili – że mieli dwa osobne życia. Ona dzieci i dom. On praca. A gdzie miejsce na wspólne zajęcia? Gdzie miejsce na wspólne życie. Po roku takiego życia okazało się, że nie mają już prawie nic wspólnego. Oprócz dzieci oczywiście – ale on przecież prawie tych dzieci nie zna…

 

Na razie jest 0 komentarzy - dołącz się do dyskusji i napisz swój »